Święta Bożego Narodzenia zbliżają się w szybkim tempie. Trwają przygotowania do nadania świątecznym dniom uroczystego i wyjątkowego charakteru. Przygotowania obejmują całe domostwa, wszystkie pomieszczenia i każdy detal ich wystroju. Najwięcej uwagi poświęcamy jednakże najważniejszemu pomieszczeniu, czyli temu, w którym organizujemy rodzinne spotkania, i meblowi podstawowemu i szczególnemu: stołowi. Na co dzień nie zastanawiamy się nad wymową stołu, bo uważamy, że jest, musi być, jest potrzebny. To takie przecież oczywiste. Może przed świętami Bożego Narodzenia warto się temu"oczywistemu" meblowi przez chwilę przyjrzeć, i nad nim zastanowić.
Stół ma swoją długą historię. Wyposażenie w meble XIX-wiecznych mieszkań wiejskich było skromne, a najważniejszą rolę odgrywały trzy elementy wnętrza: piec, ławy przyścienne i - stół, przy którym zasiadano w chwilach szczególnie uroczystych. Wyznaczał on w domu punkt centralny. Miejsce, gdzie stał stół było świętym kątem; na ścianach wisiały obrazy, na specjalnej półeczce stał krzyż i leżała książeczka do modlenia. Przy stole, oprócz domowników, zasiadali najbardziej honorowi goście. Wieczerza wigilijna należała do uroczystości wyjątkowych, dlatego odbywała się przy stole, towarzyszył jej określony rytuał i przyjęte formy zachowania. Przestrzegano m.in., by przy stole zasiadała parzysta liczba osób, oraz, by w trakcie wigilii pozostawało wolne miejsce dla przybysza z zaświatów. Przestrzegano też zakazu siadania na stole i kładzenia na nim czapki i fajki.
Stoły spotykane w izbach wiejskich miały zróżnicowane formy. Najczęściej występowały stoły na skrzyżowanych nogach, niekiedy ozdobnie wykonanych. Szuflady stołów wykorzystywano do przechowywania ważnych przedmiotów (dokumenty, brzytwa, lusterko, grzebień, nóż).
Historycznie rzecz ujmując, stół - od zawsze - był ważnym meblem. Symbolizował potrzebę poczucia więzi i jednoczenia się rodziny. Służył zaspokajaniu podstawowych potrzeb: pożywienia, przynależności, miłości, uznania, rozwoju (prowadzono przy nim dyskusje) i bezpieczeństwa. Symbolizował dom i ognisko domowe (zbierała się przy nim rodzina). Symbolizował gościnność i potrzebę zachowania tradycji (obowiązywały określone zasady zachowania się przy stole i zalecenie o konieczności okazywania szacunku współbiesiadnikom). Był znakiem zgody i porozumienia - omawiano przy nim bieżące sprawy i rozwiązywano problemy.
Co z tego pozostało do dziś? Myślę, że wiele. Ciągle to najważniejszy mebel w domu i ciągle wyznacza miejsce centralne, przy którym dzieją się ważne, domowe wydarzenia: rozmowy domowników, spotkania z bliskimi, uroczystości w gronie najbliższych, dyskusje na różne tematy. Ciągle też, w zdecydowanej większości domów, przywiązuje się dużą wagę do właściwego zachowania przy stole (a właściwe oznacza taktowne, respektujące potrzeby innych osób, wspólnie z nami dzielących miejsce przy stole). Ciągle istnieje w naszej mentalności poczucie i potrzeba dbałości o wygląd stołu - najczęściej troska ta przypada pani domu, i wystrój stołu zależy od jej gustu. W wigilię i święta Bożego Narodzenia stół odgrywał i ciągle odgrywa, rolę łącznika pokoleń i przekazywania tradycji. Jest miejscem spotkania się i wspólnej konsumpcji. Warto przemyśleć znaczenie naszego, domowego stołu w łączeniu członków naszej rodziny i przekazywaniu tradycji oraz na własny użytek wyprowadzić wnioski na własny użytek.
środa, 17 grudnia 2014
piątek, 12 grudnia 2014
"Przedświąteczna refleksja o domu""
Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z domem, domem rodzinnym, własnym domem, mieszkaniem... . Historycznie dom miał zawsze kluczowe znaczenie dla człowieka. I to niezależnie, czy był lepianką, chatą, cisowym - murowanym dworem, pałacem, czy skromnym lub okazałym mieszkaniem w miejskiej kamienicy. Nigdy nie był to tylko budynek, ale zawsze było to miejsce szczególne, siedziba, schronienie, bezpieczna przestrzeń zamknięta ścianami i drzwiami, zawierająca znajome kąty i zakamarki, różne skrytki i schowki, potrzebne przedmioty. Często dom bywał miejscem pracy zarobkowej. Z nim kojarzyła się spiżarnia i niezbędny do życia pokarm. Z nim łączono sekrety kuchni i tradycyjną gościnność. Stół zajmował ważne miejsce w domu. Przy nim tradycyjnie odbywały się wszystkie domowe obrzędy i uroczystości.W ludowej świadomości przypominał on stół ofiarny, dlatego domagano się dla niego szacunku i właściwego przy nim zachowania. Na stole zwykle kładziono świeżo upieczony chleb wierząc, że nigdy go nie zabraknie. Chleb, jako pokarm podstawowy i codzienny, miał swoją symbolikę. Oznaczał dom, życie, dobro, bezpieczeństwo. Ludzie dzielili się nim na znak pojednania, miłości, dobroci. Pojmowano go jako dar Boży i traktowano zawsze z wielkim szacunkiem. Nie wolno było marnować chleba, ani dopuszczać do jego zepsucia. Upuszczony na ziemię kawałek (nawet okruszek) chleba należało podnieść z uszanowaniem, otrzeć z pyłu, ucałować, przepraszając Boga i Jego dar. Świętością domową był też ogień, który ogrzewał, umożliwiał przygotowywanie pokarmów, gotowanie, pieczenie. Ogień symbolizował bezpieczne domowe ognisko: dawał przecież dobroczynne światło i ciepło. Świętością domu był też próg. Wyznaczał bezpieczne granice przestrzeni domowej. Według najstarszych wierzeń, progi chroniły domowników przed natarczywością świata zewnętrznego. Powracający z tułaczki ludzie najpierw całowali domowy próg (świętość) i kreślili nad nim znak krzyża. Świętością i skarbem każdego domu były rodzinne pamiątki (przedmioty, fotografie, listy, zapiski, dokumenty), które przechowywano z największym pietyzmem, bo przypominały ważne wydarzenia, przeżycia, wspomnienia. Znakiem przekonań religijnych i pobożności domowników były powieszone na ścianach obrazy z wizerunkami świętych, krzyże nad wejściem i posłaniem, kropielniczki przy drzwiach. Budowa i urządzenie nowego domu była dla rodziny wydarzeniem wielkiej wagi. Uważano, że każdy mężczyzna powinien: wybudować dom, spłodzić syna, posadzić drzewo, a więc stworzyć podwaliny życia. Nigdy nie stawiano domów na pogorzeliskach, w miejscach gdzie uderzył piorun, lub innych miejscach, uważanych za nieszczęśliwe i niebezpieczne. Pod węgły zakopywano jajko - symbol życia, i inne przedmioty chroniące od złych mocy. Obyczaj nakazywał, aby przy każdej okazji ugaszczać zarówno majstrów, jak i sąsiadów przychodzących doglądać budowy, aby wszyscy byli weseli, bo miało to przynosić szczęście, radość i pomyślność właścicielom domu. Na progu lub na drzwiach wejściowych przybijano podkowę, która, według powszechnego wierzenia, miała przyciągać szczęście do domu. Pierwszego dnia po wprowadzeniu się do nowego domu urządzano biesiadę i starano się zapamiętać pierwszy sen w nowym domu. Uważano, że jest to sen proroczy o ludzkich losach i życiu pod nowym dachem. Nowy dom oznaczał lepsze, zasobniejsze życie, ale z domem rodzinnym nigdy nie zrywano związków, zawsze pozostawał on w pamięci, powracał we wspomnieniach i snach. Bezdomność zaś uważano za wielką, życiową i osobistą tragedię.
Wiele rzeczy związanych historycznie z pojęciem domu pozostaje w świadomości ludzkiej do dziś. Wiele zachowań wynikających z tradycji jest pielęgnowanych w rodzinach. Jakkolwiek by nie patrzeć na rzeczywistość, zawsze dom jest pojęciem bazowym, podstawowym, dającym osobie i rodzinie stabilizację. Zawsze oznaczał, i zawsze zawsze oznaczać będzie rodzinę, więzi łączące ludzi mieszkających pod wspólnym dachem; zawsze będzie przypominał dzieciństwo, matkę, rodziców, związki rodzinne, tradycję przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Zawsze będzie to miejsce radości i rodzinnych trosk, miejsce przeżywania małych i wielkich uroczystości rodzinnych, miejsce obchodzenia dorocznych świąt i gromadzenia przeżyć i doświadczeń. Dom to także obowiązki: troska o jego wygląd, troska o osoby w nim zamieszkujące, troska o wspólne, dostatnie i szczęśliwe życie.
Wiele rzeczy związanych historycznie z pojęciem domu pozostaje w świadomości ludzkiej do dziś. Wiele zachowań wynikających z tradycji jest pielęgnowanych w rodzinach. Jakkolwiek by nie patrzeć na rzeczywistość, zawsze dom jest pojęciem bazowym, podstawowym, dającym osobie i rodzinie stabilizację. Zawsze oznaczał, i zawsze zawsze oznaczać będzie rodzinę, więzi łączące ludzi mieszkających pod wspólnym dachem; zawsze będzie przypominał dzieciństwo, matkę, rodziców, związki rodzinne, tradycję przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Zawsze będzie to miejsce radości i rodzinnych trosk, miejsce przeżywania małych i wielkich uroczystości rodzinnych, miejsce obchodzenia dorocznych świąt i gromadzenia przeżyć i doświadczeń. Dom to także obowiązki: troska o jego wygląd, troska o osoby w nim zamieszkujące, troska o wspólne, dostatnie i szczęśliwe życie.
sobota, 6 grudnia 2014
"Prywatność czyli nie wszystko na sprzedaż"
Prywatność - bo o niej myślę, kojarzy się na ogół z domem, rodziną, swobodą, niezależnością, możliwością kształtowania swojego życia osobistego według własnej woli i na miarę własnych pragnień. Każdy ma jakieś własne wyobrażenia swojej egzystencji. Ma marzenia, poglądy, ulubione przedmioty, potrzeby, ... . Prywatność jest więc terenem codziennej konfrontacji rzeczywistości z potrzebą spełniania się, miejscem zaspokajania ambicji i aspiracji.
Każdego dnia zderzamy się z problemami i poszukujemy sił, aby je pomyślnie - w naszej ocenie - rozwiązać. W zaciszu domowym poznajemy siebie w trakcie rozwiązywania zadań i problemów. Tu jesteśmy takimi ludźmi, jakimi faktycznie jesteśmy, z poczuciem swoich dobrych i złych stron, ze świadomością własnych nadmiarów i niedostatków. Tu zachowujemy się w sposób sobie właściwy. Nie musimy niczego ukrywać, udawać, czy kamuflować. Tu poszukujemy harmonii i poczucia bezpieczeństwa. Tu najgłośniej i najpełniej wyrażamy swoje niezadowolenie i rozdrażnienie.
W domu i w rodzinie - miejscu naszej prywatności - cieszymy się sukcesami, martwimy problemami, ustalamy sposób dążenia do bieżących celów, ale też - odreagowujemy radości i kłopoty życia pozarodzinnego: niedogodności, niedostatki i przykre konieczności egzystencji społecznej czy zawodowej.
W domu szukamy spokoju, zrozumienia, możliwości wspólnego działania na rzecz realizacji wspólnych celów. Jeżeli tak jest - regenerujemy siły i codziennie wracamy do równowagi psychicznej. Gdy doświadczmy braku zrozumienia - stajemy się nerwowi, sfrustrowani, załamani, ... . Im gorsza nasza kondycja psychiczna, tym bardziej jesteśmy agresywni wobec swoich bliskich. Bywa, że w domowym zaciszu uskuteczniamy"bezinteresowną" agresję, tzn. taką, w czasie której nie chcemy nikogo skrzywdzić, ani nikomu dokuczyć, ale koniecznie chcemy"wyrzucić" nagromadzoną złość, zmęczenie, niezadowolenie, rozdrażnienie.
Prywatność pozwala nam także realizować swoje osobiste upodobania, o których nie zawsze chcemy mówić innym, które nie zawsze są na pokaz, które też nie muszą się podobać innym, najbliższym, otoczeniu. Dokonujemy wyborów, które satysfakcjonują nas osobiście, ale niekoniecznie muszą zadowolać innych ( nie przystają do ogólnie przyjętych wzorów, szkodzą czyimś interesom). Wiemy, że nasza prywatność ma charakter względny. Od urodzenia przecież funkcjonujemy w społeczeństwie, wyrośliśmy z jego kultury, obyczajowości i tradycji, od społeczeństwa nauczyliśmy się rozumienia wartości, powodzenia, szczęścia.
Nie wszystko na sprzedaż, bo chcemy być indywidualni, mieć swój świat, swoje tajemnice, swój wizerunek. Ujawnianie zbyt wielu szczegółów z życia prywatnego powoduje utratę dobrego wizerunku, a tym samym utratę wolności osobistej. Ludzie, znając jakieś nasze "grzechy" z przeszłości czy kontrowersyjne zachowania, często mają pretekst do ograniczania naszych wyborów życiowych, wykluczania nas z towarzystwa, dostępu np. do świadczeń medycznych. Chcą nam podpowiadać co możemy, lub co musimy, w danym momencie zrobić, gdzie powinniśmy być lub nie być, gdzie jest nasze miejsce, do czego się nadajemy lub nie nadajemy, itp. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w których inni ludzie będą kształtować nasz los, ograniczać nasze potrzeby, manipulować nami, czy nas szantażować, ... . Zachowanie prywatności pozwala nam kształtować własny los i własne szczęście według własnych pomysłów i możliwości.
Każdego dnia zderzamy się z problemami i poszukujemy sił, aby je pomyślnie - w naszej ocenie - rozwiązać. W zaciszu domowym poznajemy siebie w trakcie rozwiązywania zadań i problemów. Tu jesteśmy takimi ludźmi, jakimi faktycznie jesteśmy, z poczuciem swoich dobrych i złych stron, ze świadomością własnych nadmiarów i niedostatków. Tu zachowujemy się w sposób sobie właściwy. Nie musimy niczego ukrywać, udawać, czy kamuflować. Tu poszukujemy harmonii i poczucia bezpieczeństwa. Tu najgłośniej i najpełniej wyrażamy swoje niezadowolenie i rozdrażnienie.
W domu i w rodzinie - miejscu naszej prywatności - cieszymy się sukcesami, martwimy problemami, ustalamy sposób dążenia do bieżących celów, ale też - odreagowujemy radości i kłopoty życia pozarodzinnego: niedogodności, niedostatki i przykre konieczności egzystencji społecznej czy zawodowej.
W domu szukamy spokoju, zrozumienia, możliwości wspólnego działania na rzecz realizacji wspólnych celów. Jeżeli tak jest - regenerujemy siły i codziennie wracamy do równowagi psychicznej. Gdy doświadczmy braku zrozumienia - stajemy się nerwowi, sfrustrowani, załamani, ... . Im gorsza nasza kondycja psychiczna, tym bardziej jesteśmy agresywni wobec swoich bliskich. Bywa, że w domowym zaciszu uskuteczniamy"bezinteresowną" agresję, tzn. taką, w czasie której nie chcemy nikogo skrzywdzić, ani nikomu dokuczyć, ale koniecznie chcemy"wyrzucić" nagromadzoną złość, zmęczenie, niezadowolenie, rozdrażnienie.
Prywatność pozwala nam także realizować swoje osobiste upodobania, o których nie zawsze chcemy mówić innym, które nie zawsze są na pokaz, które też nie muszą się podobać innym, najbliższym, otoczeniu. Dokonujemy wyborów, które satysfakcjonują nas osobiście, ale niekoniecznie muszą zadowolać innych ( nie przystają do ogólnie przyjętych wzorów, szkodzą czyimś interesom). Wiemy, że nasza prywatność ma charakter względny. Od urodzenia przecież funkcjonujemy w społeczeństwie, wyrośliśmy z jego kultury, obyczajowości i tradycji, od społeczeństwa nauczyliśmy się rozumienia wartości, powodzenia, szczęścia.
Nie wszystko na sprzedaż, bo chcemy być indywidualni, mieć swój świat, swoje tajemnice, swój wizerunek. Ujawnianie zbyt wielu szczegółów z życia prywatnego powoduje utratę dobrego wizerunku, a tym samym utratę wolności osobistej. Ludzie, znając jakieś nasze "grzechy" z przeszłości czy kontrowersyjne zachowania, często mają pretekst do ograniczania naszych wyborów życiowych, wykluczania nas z towarzystwa, dostępu np. do świadczeń medycznych. Chcą nam podpowiadać co możemy, lub co musimy, w danym momencie zrobić, gdzie powinniśmy być lub nie być, gdzie jest nasze miejsce, do czego się nadajemy lub nie nadajemy, itp. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w których inni ludzie będą kształtować nasz los, ograniczać nasze potrzeby, manipulować nami, czy nas szantażować, ... . Zachowanie prywatności pozwala nam kształtować własny los i własne szczęście według własnych pomysłów i możliwości.
piątek, 28 listopada 2014
"Konformizm i wybory samorządowe"
Przed drugą turą wyborów samorządowych aż roi się od ulotek wyborczych, rozwieszanych wszędzie, gdzie się da, i wkładanych do skrzynek pocztowych. Czytam je z uwagą i nasuwają mi się refleksje. Ubiegający się o ponowny wybór gospodarz miasta chce się wszystkim podobać. W ulotce wyborczej prezentuje zdjęcia z wszystkimi, jego zdaniem, znaczącymi osobami, sprawującymi różne urzędy w mieście, a także z liczną reprezentacją kleru. A ja "szukam w ulotkach" człowieka samodzielnie myślącego, prezentującego swoje poglądy; osoby z charakterem, która kreuje rzeczywistość, a nie firmuje rzeczywistość kreowaną przez innych. Dodatkowo nie lubię, gdy pokazuje się siebie w kontekście tego drugiego, "gorszego" kandydata do władzy lokalnej. To nieczysta gra. Człowiek mający coś do powiedzenia pokazuje siebie i swoje umiejętności, wierzy w siebie i słuszność przygotowanego programu, ma pomysł na realizację przyjętych w planach założeń.
A teraz o tych, którzy chcą się wszystkim podobać. To konformiści, ludzie nie mający swojego zdania, ale chcący "ułożyć się" z każdym, byleby nadal pozostawać u władzy i nadal piastować ważny urząd w mieście. Działają na użytek" grupy społecznej, która za nimi stoi. Problem z nimi jest też taki, że nie wiemy do końca, na ile oni są dla nas wiarygodni. Konformiści to nie indywidualności, ludzie twórczy, kreatywni, ale - wręcz przeciwnie - ludzie dostosowujący zachowania do "wybrańców" ze środowiska społecznego, w którym funkcjonują, których interesy reprezentują, i na których opinii i poparciu im zależy. Ulegając owemu środowisku kierują się strachem przed karą (np. napiętnowaniem) i nadzieją na nagrodę ( dalsze sprawowanie władzy). Chcą należeć do grupy ludzi, która im imponuje i starają się, za wszelką cenę, być do nich podobnymi. Zabiegają o to, żeby być lubianymi i akceptowanymi, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa.
Konformizm umożliwia zmniejszenie poczucia odpowiedzialności za podejmowane decyzje ( nie są one przecież samodzielne) i gwarantuje wygodne funkcjonowanie w społeczeństwie (nie trzeba się nikomu narażać, wystarczy być gotowym do ustępstw i kompromisów). Społeczność jednak szybko odkrywa konformizm przywódcy za sprawą braku u niego własnego zdania, niesamodzielności myślenia i działania, braku kreatywności oraz przejawy sterowalności przez wszystkich, z którymi "trzyma". Myślę, że kandydat ma ogromną chęć na władzę, ale też, w skrytości ducha, świadomość swoich słabości. Z taką świadomością na pewno nie będzie człowiekiem szczęśliwym. Ma, a na pewno powinien mieć, poczucie, że uzyskana mandatem społecznym władza, to uprawnienie do pełnienia nienależnej mu roli.
A teraz o tych, którzy chcą się wszystkim podobać. To konformiści, ludzie nie mający swojego zdania, ale chcący "ułożyć się" z każdym, byleby nadal pozostawać u władzy i nadal piastować ważny urząd w mieście. Działają na użytek" grupy społecznej, która za nimi stoi. Problem z nimi jest też taki, że nie wiemy do końca, na ile oni są dla nas wiarygodni. Konformiści to nie indywidualności, ludzie twórczy, kreatywni, ale - wręcz przeciwnie - ludzie dostosowujący zachowania do "wybrańców" ze środowiska społecznego, w którym funkcjonują, których interesy reprezentują, i na których opinii i poparciu im zależy. Ulegając owemu środowisku kierują się strachem przed karą (np. napiętnowaniem) i nadzieją na nagrodę ( dalsze sprawowanie władzy). Chcą należeć do grupy ludzi, która im imponuje i starają się, za wszelką cenę, być do nich podobnymi. Zabiegają o to, żeby być lubianymi i akceptowanymi, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa.
Konformizm umożliwia zmniejszenie poczucia odpowiedzialności za podejmowane decyzje ( nie są one przecież samodzielne) i gwarantuje wygodne funkcjonowanie w społeczeństwie (nie trzeba się nikomu narażać, wystarczy być gotowym do ustępstw i kompromisów). Społeczność jednak szybko odkrywa konformizm przywódcy za sprawą braku u niego własnego zdania, niesamodzielności myślenia i działania, braku kreatywności oraz przejawy sterowalności przez wszystkich, z którymi "trzyma". Myślę, że kandydat ma ogromną chęć na władzę, ale też, w skrytości ducha, świadomość swoich słabości. Z taką świadomością na pewno nie będzie człowiekiem szczęśliwym. Ma, a na pewno powinien mieć, poczucie, że uzyskana mandatem społecznym władza, to uprawnienie do pełnienia nienależnej mu roli.
piątek, 21 listopada 2014
"Tożsamość wieloaspektowa?"
Tradycyjne rozumienie tożsamości wynika z nakreślenia sobie schematu własnego życia i "rzeczy" ważnych w relacjach z otoczeniem i światem w warunkach życiowej stabilizacji. Oznacza to udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie, co jest dla mnie, w moim życiu, ważne. Czym jest, w moim rozumieniu, honor, patriotyzm, uczciwość, wierność, dobro moralne, szacunek dla drugiego człowieka, religia. Odpowiedzi wynikają z założenia, że urodziliśmy się w konkretnym miejscu i w określonej kulturze - i te czynniki nas ukształtowały i ciągle kształtują. Zakotwiczenie w określonym miejscu i sprzyjające okoliczności życiowe, dają możliwość posiadania, w miarę stałych, poglądów na swój temat.
A co w sytuacji, gdy nasza kariera zawodowa nie rozwija się pomyślnie, los rzuca nas w różne miejsca i wymaga dostosowania się do panujących warunków oraz otwartości na zmiany, a do tego, w życiu rodzinnym nie dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli?
Wtedy zwykle tworzymy wieloaspektową koncepcję siebie. Składa się ona z koncepcji siebie na użytek rodziny, na użytek sąsiadów, towarzystwa, w którym przebywamy... . Do tych koncepcji tworzymy różne programy działania, różne zestawy wartości, różne modele zachowań, różny wizerunek... . Mamy więc tożsamość osobistą, społeczną, polityczną, wirtualną, twórczą... .
Dobrze to, czy źle? Trzeba sobie samemu odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno w dużej mierze, tak
"poszatkowana"tożsamość to wynik trudnych czasów, w których żyjemy. Z jednej strony bezrobocie i walka o przetrwanie, z drugiej możliwość korzystania z wolności, potrzeba niezależności, sukcesu, poszukiwania własnego szczęścia, własnych rozwiązań... . Nasze życie dzieje się przez cały czas w warunkach niepewności, dylematów i rozterek. Codzienność wymaga od nas wielu umiejętności, a także szybkiej adaptacji i elastyczności.
Mając powyższe na uwadze - myślę, że mimo wszystko, nie można się poddać szaleństwu, ale zawsze kierować się w życiu własnym rozumem i rozsądkiem. Posiadanie wielu, często sprzecznych z sobą, twarzy odbierane jest przez ludzi nas obserwujących i oceniających, jako przejaw niewiarygodności. Spójna osobowość umożliwia poznanie i zrozumienie siebie oraz układanie własnych relacji z otoczeniem (nawet w najtrudniejszych okolicznościach życiowych) tak, żeby nie powstawały potem "zgrzyty", rozbieżności i niesmaki.
A co w sytuacji, gdy nasza kariera zawodowa nie rozwija się pomyślnie, los rzuca nas w różne miejsca i wymaga dostosowania się do panujących warunków oraz otwartości na zmiany, a do tego, w życiu rodzinnym nie dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli?
Wtedy zwykle tworzymy wieloaspektową koncepcję siebie. Składa się ona z koncepcji siebie na użytek rodziny, na użytek sąsiadów, towarzystwa, w którym przebywamy... . Do tych koncepcji tworzymy różne programy działania, różne zestawy wartości, różne modele zachowań, różny wizerunek... . Mamy więc tożsamość osobistą, społeczną, polityczną, wirtualną, twórczą... .
Dobrze to, czy źle? Trzeba sobie samemu odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno w dużej mierze, tak
"poszatkowana"tożsamość to wynik trudnych czasów, w których żyjemy. Z jednej strony bezrobocie i walka o przetrwanie, z drugiej możliwość korzystania z wolności, potrzeba niezależności, sukcesu, poszukiwania własnego szczęścia, własnych rozwiązań... . Nasze życie dzieje się przez cały czas w warunkach niepewności, dylematów i rozterek. Codzienność wymaga od nas wielu umiejętności, a także szybkiej adaptacji i elastyczności.
Mając powyższe na uwadze - myślę, że mimo wszystko, nie można się poddać szaleństwu, ale zawsze kierować się w życiu własnym rozumem i rozsądkiem. Posiadanie wielu, często sprzecznych z sobą, twarzy odbierane jest przez ludzi nas obserwujących i oceniających, jako przejaw niewiarygodności. Spójna osobowość umożliwia poznanie i zrozumienie siebie oraz układanie własnych relacji z otoczeniem (nawet w najtrudniejszych okolicznościach życiowych) tak, żeby nie powstawały potem "zgrzyty", rozbieżności i niesmaki.
piątek, 14 listopada 2014
"Tożsamość - czy mam jej poczucie?"
Dzień Odzyskania Niepodległości przez Polskę - 11 Listopada - był na pewno dla wielu z nas czasem osobistych refleksji. Być może zadawaliśmy sobie pytania: kim jesteśmy, skąd pochodzimy, kim są (byli) nasi rodzice, co było dla nich ważne, co jest ważne dla nas, jakie mamy życiowe doświadczenia, kim chcielibyśmy być, dlaczego? Pytań z odpowiedzią i bez, może być bardzo wiele, a odpowiedzi - i różne i nie zawsze jednoznaczne.
Tożsamość to rodzaj samowiedzy. Budujemy swój wizerunek na własny użytek poprzez połączenie naszej przeszłości z teraźniejszością i wizją przyszłości.
Dostrzegamy więc wpływ rodziny i otoczenia na nasz stosunek do świata i wyznawane wartości. Mamy świadomość posiadanej wiedzy, zdolności i potencjału rozwojowego, i wiemy, że możemy go, na różne sposoby wykorzystywać. Doceniamy fakt, że mieszkamy w kraju, którego historię znamy, który jest nam bliski i drogi, i mamy przekonanie, że chcemy pracować dla jego dobra, gdziekolwiek jesteśmy. Mamy poczucie wolności, cieszymy się tym dobrodziejstwem, i - mimo przeżywanych dylematów - możemy zawsze dokonywać samodzielnych, odpowiedzialnych wyborów. Znamy swoje umiejętności i możliwości. Mamy marzenia i podejmujemy wysiłek, by je realizować. Potrafimy kontrolować swoją odporność na życiowe pokusy. Posiadamy wiele - i różnorodnych - doświadczeń, wynikających z codziennej aktywności. Mamy wizję swojej przyszłości. Potrafimy panować nad emocjami i zachowaniem. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie i innych; zawsze podejmujemy odpowiedzialne decyzje. Staramy się rozumieć, zachodzące w świecie i w kraju, wydarzenia. Staramy się aktualizować swoją wiedzę i umiejętności. Staramy się mieć własne zdanie na problemy, z którymi się spotykamy. Jesteśmy aktywni w życiu rodzinnym, zawodowym i społecznym.
W ustaleniu osobistej tożsamości na pewno nie bez znaczenia są osobiste doświadczenia, potrzeba i chęć eksperymentowania, posiadane przekonania i preferencje, relacje z innymi ludźmi, szablony emocjonalnych zachowań, umiejętność obserwacji siebie, otoczenia i świata oraz wyprowadzania logicznych wniosków.
Mieć tożsamość to wiedzieć dużo o sobie w kontekście osobistym, rodzinnym, zawodowym, społecznym, narodowym... i być zawsze sobą w sytuacjach, które niesie życie. I wiedzieć, że:
"Człowiek nie może być w żaden sposób w zgodzie z innymi, o ile nie nauczył się być w zgodzie z samym sobą." (B. Russel)
"Jesteśmy tym, co czynimy." (H. Bergson)
Tożsamość to rodzaj samowiedzy. Budujemy swój wizerunek na własny użytek poprzez połączenie naszej przeszłości z teraźniejszością i wizją przyszłości.
Dostrzegamy więc wpływ rodziny i otoczenia na nasz stosunek do świata i wyznawane wartości. Mamy świadomość posiadanej wiedzy, zdolności i potencjału rozwojowego, i wiemy, że możemy go, na różne sposoby wykorzystywać. Doceniamy fakt, że mieszkamy w kraju, którego historię znamy, który jest nam bliski i drogi, i mamy przekonanie, że chcemy pracować dla jego dobra, gdziekolwiek jesteśmy. Mamy poczucie wolności, cieszymy się tym dobrodziejstwem, i - mimo przeżywanych dylematów - możemy zawsze dokonywać samodzielnych, odpowiedzialnych wyborów. Znamy swoje umiejętności i możliwości. Mamy marzenia i podejmujemy wysiłek, by je realizować. Potrafimy kontrolować swoją odporność na życiowe pokusy. Posiadamy wiele - i różnorodnych - doświadczeń, wynikających z codziennej aktywności. Mamy wizję swojej przyszłości. Potrafimy panować nad emocjami i zachowaniem. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie i innych; zawsze podejmujemy odpowiedzialne decyzje. Staramy się rozumieć, zachodzące w świecie i w kraju, wydarzenia. Staramy się aktualizować swoją wiedzę i umiejętności. Staramy się mieć własne zdanie na problemy, z którymi się spotykamy. Jesteśmy aktywni w życiu rodzinnym, zawodowym i społecznym.
W ustaleniu osobistej tożsamości na pewno nie bez znaczenia są osobiste doświadczenia, potrzeba i chęć eksperymentowania, posiadane przekonania i preferencje, relacje z innymi ludźmi, szablony emocjonalnych zachowań, umiejętność obserwacji siebie, otoczenia i świata oraz wyprowadzania logicznych wniosków.
Mieć tożsamość to wiedzieć dużo o sobie w kontekście osobistym, rodzinnym, zawodowym, społecznym, narodowym... i być zawsze sobą w sytuacjach, które niesie życie. I wiedzieć, że:
"Człowiek nie może być w żaden sposób w zgodzie z innymi, o ile nie nauczył się być w zgodzie z samym sobą." (B. Russel)
"Jesteśmy tym, co czynimy." (H. Bergson)
czwartek, 6 listopada 2014
"Mądrość życiowa???"
Czym jest mądrość życiowa? Kiedy mamy z nią do czynienia? Dlaczego nie lubimy jej doświadczać? Intuicyjnie wyczuwamy, że smakowanie tzw. życiowej mądrości to próba charakteru w sytuacjach niepożądanych, trudnych, których przezwyciężenie wymaga wiedzy, przemyśleń, dużego samozaparcia, mobilizacji, hartu ducha ... .Najczęściej jest to masa problemów, które wymuszają i wyzwalają w nas siłę i odporność na różnego rodzaju przeciwności, w tym przeciwności losu.
Panuje ogólne przekonanie, że tak naprawdę budujemy siebie coraz to na nowo poprzez pokonywanie sytuacji trudnych, które niesie życie. Okoliczności zmuszają nas wtedy do przekraczania "strefy komfortu"i reagowania na problemy, których nie możemy ani nie zauważyć, ani zignorować, ani odłożyć na inny czas, ani scedować na kogoś innego... .
Sytuacje trudne domagają się znalezienia indywidualnej prawdy na potrzeby rozwiązania powstałego problemu. Skłaniają nas więc do szerokiego spojrzenia na sprawę, odrzucenia przesadnego zapatrzenia w siebie, zachowania szczerości wobec siebie i innych, uważnego słuchania ocen płynących z zewnątrz, szybkiego stawiania czoła wszelkim sygnałom "złego".
Zwykle zaczynamy rozwiązywanie problemów od poszukiwania autorytetów, od których oczekujemy gotowych recept na wyjście z sytuacji, a one (autorytety) mogą jedynie podzielić się z nami swoją mądrością. Mądrość życiowa bowiem jest u każdego człowieka inna, indywidualna, uzależniona od zadatków wrodzonych, zdolności, zdobytej wiedzy, życiowego doświadczenia, środowiska, w którym żyjemy, okoliczności, które nas kształtowały... .
Własną mądrość życiową zdobywamy w drodze indywidualnego przeżywania kłopotów życiowych i ponoszenia pełnej odpowiedzialności za działania umożliwiające wyjście z nich. Szukając rozwiązań spraw mamy na uwadze osobiste uwarunkowania. Nasze decyzje uwzględniają więc: środowisko, w którym żyjemy, nasze możliwości zachowania się, nasze umiejętności intelektualne i praktyczne, nasze przekonania, wyznawane wartości, posiadaną tożsamość, możliwość dalszego wykorzystywania zdobytej wiedzy... .
Życiowa mądrość bierze się więc z wyprowadzania wniosków z życiowych wyzwań. Pozyskiwanie wiedzy w drodze niwelowania przeszkód nie jest więc ani łatwe, ani przyjemne. Szczęściem jest więc nie mieć okazji "próbować tzw. życiowej mądrości".
"Lepsza jest uboga mądrość niż głupie bogactwo." (Diogenes z Synopy)
"Gdyby wszyscy byli mądrzy, to świat by od tego zgłupiał." (Jaroslav Hasek)
Panuje ogólne przekonanie, że tak naprawdę budujemy siebie coraz to na nowo poprzez pokonywanie sytuacji trudnych, które niesie życie. Okoliczności zmuszają nas wtedy do przekraczania "strefy komfortu"i reagowania na problemy, których nie możemy ani nie zauważyć, ani zignorować, ani odłożyć na inny czas, ani scedować na kogoś innego... .
Sytuacje trudne domagają się znalezienia indywidualnej prawdy na potrzeby rozwiązania powstałego problemu. Skłaniają nas więc do szerokiego spojrzenia na sprawę, odrzucenia przesadnego zapatrzenia w siebie, zachowania szczerości wobec siebie i innych, uważnego słuchania ocen płynących z zewnątrz, szybkiego stawiania czoła wszelkim sygnałom "złego".
Zwykle zaczynamy rozwiązywanie problemów od poszukiwania autorytetów, od których oczekujemy gotowych recept na wyjście z sytuacji, a one (autorytety) mogą jedynie podzielić się z nami swoją mądrością. Mądrość życiowa bowiem jest u każdego człowieka inna, indywidualna, uzależniona od zadatków wrodzonych, zdolności, zdobytej wiedzy, życiowego doświadczenia, środowiska, w którym żyjemy, okoliczności, które nas kształtowały... .
Własną mądrość życiową zdobywamy w drodze indywidualnego przeżywania kłopotów życiowych i ponoszenia pełnej odpowiedzialności za działania umożliwiające wyjście z nich. Szukając rozwiązań spraw mamy na uwadze osobiste uwarunkowania. Nasze decyzje uwzględniają więc: środowisko, w którym żyjemy, nasze możliwości zachowania się, nasze umiejętności intelektualne i praktyczne, nasze przekonania, wyznawane wartości, posiadaną tożsamość, możliwość dalszego wykorzystywania zdobytej wiedzy... .
Życiowa mądrość bierze się więc z wyprowadzania wniosków z życiowych wyzwań. Pozyskiwanie wiedzy w drodze niwelowania przeszkód nie jest więc ani łatwe, ani przyjemne. Szczęściem jest więc nie mieć okazji "próbować tzw. życiowej mądrości".
"Lepsza jest uboga mądrość niż głupie bogactwo." (Diogenes z Synopy)
"Gdyby wszyscy byli mądrzy, to świat by od tego zgłupiał." (Jaroslav Hasek)
Subskrybuj:
Posty (Atom)